piątek, 21 września 2012
Destiny is for a loosers
Cześć :) Miało być wczoraj, ale nie wyszło.
Jak było na Coldplayu? Było swietnie, cudownie, magicznie i w ogóle nie da się opisać tego słowami. Zacznę od tego, że jestem wielką szczęściarą bo weszłam na koncert nie będąc nawet ich fanką, podczas kiedy fani nie mieli biletów. Weszłam nie będąc nią ale wyszłam zakochana w ich muzyce. Dziękuję Ci Marcelinko za to, że mi ich pokazałaś i za to że zabrałaś mnie na koncert :)
Weszłyśmy gdzieś koło 18 na nasz warszawski Stadion Narodowy gdzie pani ochroniarz poinstruowała nas jak zejść na płytę (tak frajerzy z trybun, byłam na płycie!) Mogę Wam powiedzieć jeszcze, że to co tam się działo było niesamowite. Świecące opaski, confetti, balony, śpiew, muzyka, skakanie, fajni ludzie ... magiczne chwile, których nie zapomnę nigdy.. Wykonali nawet Princess of China, Rihanna poleciała z playbacku. Niesamowite bylo to, że ludzie, których nie znasz zachowywali się jak starzy znajomi. Tak w ogóle to pozdrowienia dla dużego pana, który dobrze tańczy, niskiej pani od skakania i tej nieziemsko pięknej pary, ładnego chłopaka i ślicznej dziewczyny, której krew z nosa się lała :D TAK KURNA NAWET KREW SIĘ LAŁA!
Miałyśmy problem z wyjściem bo ochrona jest pojebana.. Najbardziej satysfakcjonujące słowa mojego życia to 'Fuck you, bitch' wykrzyczane w twarz pani ochroniarz. Tak. To było piękne. Jeżeli masz jakieś pytanie, to dawaj w komentarzu albo na twitterze <mój twitter> .
Jestem na jutro umówiona a muszę się wyspać i ogarnąć, więc skończę tą notkę takimi ładnymi zdaniami:
Destiny is for a loosers. It's just a stupid excuse to wait for things to happen instead of making them happen!
Dobranoc.
J
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz